Dorada z piekarnika – przepis na pyszną rybkę dla dorosłych i dzieci

01 Maj
2022

Dorada z piekarnika – przepis na pyszną rybkę dla dorosłych i dzieci

Już nie raz pisałem o przypadkach, ale jak widać życie opiera się głównie na nich. Tym razem trafiło na obszar gotowania. Nie będę ukrywał, że nie lubię tego robić. Naprawdę nie lubię. Gotowanie dla mnie to, krótko rzecz ujmując, udręka. Wynika to z dwóch powodów – po pierwsze nie lubię się w tym wszystkim babrać (ale to jeszcze luz), bo po drugie – i to bardziej kluczowe – nie mogę zaakceptować faktu, że trzeba tkwić nad czymś kilkadziesiąt minut (o ile nie więcej), aby potem skonsumować to w ciągu paru minut. Chodzi o ten cały nakład pracy do efektu, który się uzyskuje… ;) Wiem, wiem – zapewne nie wszyscy to zrozumieją, ale tak już mam. Natomiast jeść lubię, co zapewne można wywnioskować z niektórych postów, w tym także z profilu „Na tatara”, gdzie testuję tatarki wraz z bratem.

Ale do rzeczy. Skoro nie lubię gotować, a do bloga czy profilu kulinarnego to mi raczej daleko, to o co chodzi z tą doradą z piekarnika i skąd w ogóle pomysł na jakikolwiek przepis? Musimy wrócić do tego „przypadku”, o którym wspomniałem na początku. Otóż oglądałem ostatnio MasterChef Junior Polska (sam nie wiem dlaczego) i był to odcinek o obiadach domowych, które uczestnicy robili sobie wspólnie z rodzinami. I jedna para zaprezentowała właśnie Doradę.

Szybciutko wygooglałem co to w ogóle za ryba, bo nigdy wcześniej o niej nie słyszałem, a tu bach! Jakaś morska perełka, jeśli chodzi o wartości odżywcze, mikroelementy i ogólnie wskazania do jedzenia. I tak sobie czytam, że dorada to m.in. źródło pełnowartościowego białka, które może być zamiennikiem klasycznego mięsa; że jest bogata w nienasycone kwasy tłuszczowe i witaminy m.in. witaminę B6, witaminę B12 czy witaminę D; czy też, że zawiera sporo mikroelementów – m.in. żelazo, potas, fosfor, magnez, wapń, i selen.

Normalnie szok. Ludzie suplementują te wszystkie witaminy i mikroelementy, a tu dosłownie na tacy można podać coś, co zawiera je naturalnie i do tego w sporych ilościach. Dodatkowo doczytałem, że dorada to bardzo delikatne i smaczne mięso, którego właściwie nie trzeba doprawiać oraz że powinno smakować dzieciom z uwagi na jego strukturę (że nie „gumiasta”, jak np. dorsz).

I wtedy właśnie urodził się plan. A co! Zrobię doradę z piekarnika. Krótki przegląd przepisów, wyciągnięcie jakiejś średniej z nich wszystkich i wyjazd na zakupy. Zakupy niewielkie, bo właściwie to sama ryba + pomidorki koktajlowe, czosnek, ziemniaki i cytryna. Sól, pieprz, masło i oliwę z oliwek, a także bazylię oraz natkę pietruszki miałem już w domu. Raczej nieskomplikowana lista zakupów, prawda? W sam raz dla mnie i dla tej bariery z nakładem pracy do efektu. ;) Tak naprawdę to w przepisach polecają raczej zamiast tej natki pietruszki i bazylii dać rozmaryn, ale tego akurat trudno jest dostać, a po mieście dla jednego zioła jeździć nie będę.

Największy „problem” z doradą jest taki, że nie można jej kupić już oczyszczonej. A przynajmniej ja nie mogłem takiej znaleźć. Musiałem kupić zatem taką świeżutką wyłożoną na lodzie na dziale rybnym. Zatem ten „problem”, o którym piszę bardziej dotyczy wygody przygotowania i całego procesu czyszczenia, czyt. babrania się (którego chciałem uniknąć), niż samej rybki. Bo w sumie dla zdrowia, to przecież lepsza taka świeżutka! A ta była zacna – sprężysta, z błyszczącymi oczami i pachnąca rybą (o ile można to tak nazwać).

Czas wreszcie na ten przepis na doradę z piekarnika

No to skoro miałem już wszystkie składniki, to czas na przepis. Nie zaskoczę Was tym, że również prosty, jak ta cała lista zakupów. Inaczej bym się za to pewnie nie zabrał (doceńcie szczerość). Rybę oczyściłem ze wszystkiego co jest niepotrzebne w środku oraz z łusek, a następnie dobrze opłukałem pod zimną wodą i osuszyłem. Następnie zrobiłem trzy nacięcia po jednej stronie i… obsypałem doradę solą i pieprzem zarówno na zewnątrz oraz wewnątrz, do środka dałem cienki plasterek masła, plaster cytryny przekrojony na pół, kilka liści z natki pietruszki, gałązkę z liśćmi bazylii i chyba z dwa plasterki czosnku (chyba, bo pokroiłem jeden ząbek na plasterki i starczył mi on na dwie ryby). A! I w te trzy nacięcia dałem jeszcze połówki plasterków cytryny oraz trochę natki, która mi jeszcze została.

Tak przygotowaną doradę ułożyłem na papierze do pieczenia w formie z blachy (no nie miałem nic innego, a zdecydowanie lepsze byłoby jakiekolwiek naczynie żaroodporne) i na koniec polałem oliwią z oliwek. W przeliczeniu na łyżki, to pewnie wyszłyby dwie na każdą z ryb, ale lałem „na oko” wprost z butelki. Dorzuciłem do formy jeszcze skrojony czosnek oraz pomidorki koktajlowe i voilà!

I tyle! Koniec przepisu. Dorada powędrowała do wcześniej rozgrzanego piekarnika do 190*C w opcji góra/dół na środkowym ruszcie. Czasy pieczenia w internecie są tak skrajnie różne (od 15 minut po nawet 35), że postanowiłem swoją robić w średniej z tych wyliczeń czyli min. 25 minut. I obliczenia okazały się dobre, bo po 25 minutach wszystko ładnie zaczęło skwierczeć i się rumienić. Sprawdziłem patyczkiem do szaszłyków miękkość mięsa, a że ten zanurzył się w nim bez większych oporów, stwierdziłem, że temat skończony. Wyłączyłem piekarnik, ale rybę zostawiłem w nim jeszcze na jakieś 5-7 minut, aby sobie na spokojnie doszła, podczas kiedy ogarniane były jeszcze ziemniaki (a właśnie – tu klasycznie, z wody, więc bez żadnych fajerwerków).

Czasowo przygotowanie obiady zajęło mi godzinę, z czego samo pieczenie to połowa tego czasu, a czyszczenie, mycie i suszenie ryby kolejne z 10-15 minut, bo doświadczenia z tym zupełnie nie miałem. Tak że ogólnie rzecz biorąc, to to dość prosty i szybki obiad jest! Nawet jak na moje podejście. A jak dodam do tego, że ryba wyszła SUPER, a dorada naprawdę jest smaczna i delikatna, to już w ogóle poprawiło mi to samopoczucie, że nie zmarnowałem godziny w kuchni.

Serio – gotować nie lubię, ale tę rybkę mogę robić. Stosunek poświęconego czasu i energii do uzyskanego efektu i przyjemności z jedzenia w pełni się tutaj zrównoważył, a nawet wyszedł na korzyść. Całościowy koszt obiadu dla dwóch osób (+podjadanie dziecka) nie przekroczył 50 zł, z czego dwie rybki widoczne na zdjęciu kosztowały 41 zł.

Dodam, że moja Aurelia również z przyjemnością zajadała się tą rybą, a to dla mnie największa nagroda za pracę.

Ps. I wybaczcie fotki, ale to nie blog kulinarny. ;) Więc fotki nieplanowane i bez żadnych „aranżacji”.

Podoba Ci się jak piszę? Obserwuj mnie na Facebooku oraz na Instagramie. Dzięki!
Dymitr Doktór
Cześć! Witam na moim blogu.
Nazywam się Dymitr i "piszę sobie"... głównie o podróżach, ale też o tym co wydaje się interesujące, motywujące, ale też zaskakujące czy absurdalne.
Po więcej, zapraszam na stronę o mnie.

TAGI

#ślub#Valle de Vinales#marriott#chorwacja#Koh Larn#mentor#obsługa klienta#podejmowanie decyzji#Buena Vista Social Club#I Amsterdam City Card#lenovo#soroa#dramat#przygoda#zaufanie#Jan Kulczyk#szkolenia#Syria#alkohol#Farma przypraw